Ze szczególną dedykacją dla Titani chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami z urlopu nad morzem.
O - jak ogólne wrażenia
Specjalnie na swój urlop wybrałam końcówkę sierpnia, aby wypocząć w ciszy. Niestety okazało się, że choć to był koniec wakacji, to zdecydowanie nie był to koniec sezonu kolonijnego. Tak więc przez pierwsze 4 dni mojego pobytu wszędzie "plątały" się 3 grupy kolonistów. Do tego rodziny z małymi dziećmi, które emitowały dźwięki o wysokiej częstotliwości. Znaczy się dzieci emitowały dźwięki, nie rodziny ;).
P - jak pogoda:
Pogoda nawet dopisała, tylko dwa dni były nieco chłodniejsze z przelotnymi opadami (a raczej ulewami). Można było zatem odpocząć od plaży (nie cierpię się smażyć w słońcu, a niestety nie zawsze dało się znaleźć cień) i wybrać się na zwiedzanie miejscowych kramów czy przyległych miejscowości.
K - jak kramy, karaoke i kolonie ( a także kitesurfing i Kołobrzeg, czego już nie opiszę,wybaczcie)
A propo kramów, to uwielbiam nad morzem jeden o nazwie "Najtaniej na świecie". Właściwie jest to namiot, w którym można kupić wytwory made in China. W ostatni tydzień sierpnia ogłaszają spadek cen -50% na wszystko co kosztowało więcej niż 1 zł. Mimo to nadal mam wątpliwości,czy jest tam najtaniej na świecie. Może powinni się nazywać "Najtaniej na świecie poza Chinami" ;).Tak więc dzięki nim stałam się posiadaczką 12 tubek kleju z brokatem za jedyne 1 zł (w sam raz do robienia kartek) oraz innych mniej lub bardziej przydatnych gadżetów (których okres użytkowania pewnie nie przekracza 12 miesięcy, ale jak tu się oprzeć dmuchanej poduszce za 1 zł, która rewelacyjnie sprawdza się na plaży). Za nim dotarło się do owego kramu, trzeba było przejść koło bistro z karaoke, które mocno było obstawione przez kolonie (co tam musiało się dziać w sezonie). Nie wiem co gorsze - karaoke i kolonie dobiegające wieczorem do mojego pokoju z jednej strony, czy też dancing dobiegający z ośrodka dla mocno starszej młodzieży z drugiej strony. Hej, hej sokoły omijajcie góry ,lasy.....kontra Baśka miała fajny biust.
W- jak woda
Woda, znaczy się morze, a dokładnie Bałtyk. Przydałoby się co nieco o nim wspomnieć, ale nie za wiele, bo jestem na niego pogniewana. Z dwóch powodów. Po pierwsze woda w tym roku była lodowata (zimna woda na ogół mi nie straszna,ale jeżeli po kilku minutach stania w wodzie nie czułam nóg, to znaczy że było zimno). Po drugie, skoro w tamtym roku w miejscowości oddalonej około 9 km znalazłam kilka bursztynów, to oczekiwałam że i tym razem nie będzie z tym problemów. Przeliczyłam się.
Z - jak zdjęcia, zachody słońca i zakończenie
No to kilka zdjęć, zrobionych moim sprzętem.




DźwirzynoCo tu pisać, fajnie było :)